W katalogu wyszukano 501 fraz

Collide - Gail McHugh, Ebooki(1)
//-->Mojej matce. Miałaś rację.1Przypadkowe spotkaniaLot z Kolorado do Nowego Jorku miał trwać trzygodziny i czterdzieści pięć minut. Wiedziała, że po tymczasie jej życie zmieni się na zawsze. Bardziej...

Contrast Agents III, Leki
Top Curr Chem (2005) 252: 1– 44DOI 10.1007/b101223© Springer-Verlag Berlin Heidelberg 2005New Organometallic Technetium Complexes for Radiopharmaceutical ImagingRoger Alberto ( )Institute of Inorganic Chemistry, University of Zürich, Winterthurerstrasse...

Conversations[1].With.God.(2006).DVDRip.AC3.CD2.[QuidaM], FILM To trzeba zobaczyć
{23}{95}i wypad� z 6-cio p�trowego budynku|i prze�y�, �eby to opowiedzie�?{98}{151}W�a�ciwie to do�� zabawne.{153}{213}Pu�cimy ruskiego pijaka...{215}{302}ale przygotuj mi list� rezerwowych temat�w|na wypadek, gdyby to by�...

Co wiadomo o lokalizacji pustelni tzw. Pięciu Braci Męczennikow, Książki, historia, uam
r j Dariusz TaborCR, Iluminacje cysterskich kodeksów śląskich XlIl wieku, Kraków 2004 (Michal Kaczmarek, Wrocław) 266 ROCZNIKI HIS IORYCZNE Rocznik LXXI -Waldemar K6nighaus, Die Zisterzienserabtei Leubus in Schlesien von ihrer GrUn-dung bis zum Ende des 15...

CoC Ye Booke of Monstres Volume I, Podreczniki RPG, CoC
y~ Booke ofMonstres New Nightmares for Call Of Cthulhu  H. P. LOVECRAFT 1890-1937 THE ANIOLOWSKI COLLEC T ION . VOLUME I y~ Booke Of N TRE NEW NIGHTMARES FOR CALL OF CTHULHU by Scott David Aniolowski witb Fred Behrendt. Joho CUDihiD.lury DiTilJio, Clifton Giynud. Keith...

Cook Robin - Zaraza, e-book
Robin Cook ZARAZA Tłumaczył Przemysław Bandel Nasi szefowie powinni odrzucić wartości rynkowe jako podstawowe dla służby zdrowia i brudne mechanizmy napędzające rynek, w które system ochrony zdrowia został wplątany. Dr Jerome P. Kassirer "New England...

Condair CP2-M4D manual, Automatyka, Nawilżacze, wytwornice pary
Steam generator for steam bathsCondair CP2 M4-DTechnical DocumentationContents1Introduction41.1To the very beginning41.2Notes on the technical documentation42For your safety53Product Overview63.1The various models63.2Delivery63.3System...

Cowie Vera Lato w Hiszpanii, Książki - Literatura piękna, Bonia, Harlequiny nowe różne
Vera Cowie LATO W HISZPANII1 Jane, która zawsze mówiła, że mam to coś... 2 1 Panna Elliot? - spytała niepewnie kobieta. Patrząc na Jane z lekkim niepokojem, postąpiła krok do przodu. - Seriom de Capdévila? Dzień dobry. - Jane wstała. Nienagannie ubrana...

Cowboy Bebop - 08, Anime, C, Cowboy Bebop, Napisy
0:00:00:www.napiprojekt.pl - nowa jako�� napis�w.|Napisy zosta�y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.0:01:40: Wkr�tce ten lot 210 dotrze na Wenus.0:01:45: U niekt�rych os�b mog� |wyst�pi� reakcje alergiczne na...0:01:49:...

Coscarelli Kate - Prawowita następczyni(1), 1, NOWOŚCI ebook
Coscarelli Kate Prawowita następczyni Treść testamentu zmarłego miliardera, Jacka Gallaghera, wywołuje szok u spadkobierców. Córka, Lacey, mądra kobieta interesu, od lat pracująca w rodzinnej firmie, zostaje wydziedziczona, cały zaś majątek...

Conan Faith and Fervour, Podreczniki RPG, Conan
FAITH AND FERVOURCredits ContentsAuthorVincent DarlageEditorRichard Ford Cover ArtChris QuilliamsInterior ArtistsJim Brady, Slawomir Maniak, Philip Renne & Chad SergesketterRPG ManagerIan BelcherProduction DirectorAlexander...

Co każdy powinien wiedzieć o chorobach psychicznych Jarosz Marek EBOOK, Nauka
//--> Co każdy powinien wiedzieć o chorobach psychicznychJarosz Marek Jak ściągnąć Co każdy powinien wiedzieć o chorobach psychicznych? - INSTRUKCJA1. Kliknijtutajlub skopiuj linkdo przeglądarki. 2. Postępuj zgodnie ze...

Colloquial Norwegian - 1995 by Routledge Ed. - Ed xbepsd emule 2007 - ( o.c.r. Finereader 8pro), Nauka języków, języki skandynawskie, niderlandzki
The Colloquial Series Colloquial Norwegian The following languages are available in the Colloquial series: * Albanian * Amharic * Arabic of Egypt * Arabic (Levantine) * Arabic of the Gulf and Saudi Arabia * Bulgarian * Cambodian * Cantonese * Chinese * Czech * Danish * Dutch *...

Cook Robin - 25 - Marker, książki
Robin Cook Marker (Marker) przełożył Norbert Radomski Dla Jean i Camerona za wszystko, co dla mnie znaczą Chciałbym podziękować swojej uczelni – Wydziałowi Lekarskiemu Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku. Studiowanie tam było dla mnie zaszczytem i...

Co się zdarzyło ostowi, kiążki, Andersen Hans Christian
Hans Christian AndersenCo się zdarzyło ostowiW bogatej posiadłości ziemskiej był piękny,starannie utrzymany ogród, gdzie rosły rzadkiedrzewa i kwiaty; goście odwiedzający dwórzachwycali się nim. Ludzie z okolicznych wsi ihandlowych miast...

Conan Ghost of the Deep, Podreczniki RPG, Conan
558Ghost of the DeepA Pirate Isles Adventure for Conan the Role-Playing GameVincent N. Darlage and Vincent N. Darlage and Eric K. RodriguezEric K. RodriguezPreparationPreparationNon Player Characters for this adventure are provided in the Appendix, although Games...

Coffman Elaine - Pomyłka, ebooki Różne-klasyka,młodzieżowe,bajki, ebooki Obyczajowe i Romanse
Elaine CoffmanPOMYŁKATytuł oryginałuFor All the Right Reasons11Brownsville, Teksas, 1848Wojna wreszcie się skończyła.Młody mężczyzna, jadący bez pośpiechu na krępym teksaskim koniunieokreślonej, raczej płowej, maści, w zamyśleniu pocierał...

Cobb Sheri South - Wszystko przez miłość, ❹►EBOKI ™ ▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬, Seria 'Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty'
Rozdział 1 Caitlin, spójrz tylko na to! - zawołała Lauren, wskazując na wielką tablicę ogłoszeń, która zajmo-wała większą część ściany głównego korytarza lice-um w Granville. Lekcje już się skończyły i właśnie wychodziłyśmy z budynku....

Coulter Catherine - Pieśń 01 - Pieśń wojownika, romanse średniowiecze
CATHERINE COULTERPIEŚŃ WOJOWNIKAROZDZIAŁ 1Zamek Croyland przy północnej granicy z Walią, maj 1272 rokuPatrzyła, jak stoi z dala, oddzielony od niej rozległym pasem spalonej słońcem ziemi, usianej poszarpanymi skałami, karłowatą sosną i spowitej...

CoC Delta Green Music from a Darkened Room, Podreczniki RPG, CoC Delta Green
DELTA GREEN-MUSIC FROM A DARKENED ROOM DENNIS DETWILLERMusic from a Darkened A DELTA GREEN INVESTIGATION FOR 1 TO 4 AGENTS Wherein the Agents learn some threats are more tangible than others...BY DENNIS DETWILLERlaces, like people, sometimes go wrong. They turn off the...

Conan -27- Conan z czerwonego bractwa, Książki Fantasy i SF
LEONARD CARPENTER                                             CONAN Z CZERWONEGO BRACTWA      TYTUŁ ORYGINAŁU: CONAN OF THE RED BROTHERHOOD PRZEŁOŻYŁ: ROBERT PRYLIŃSKI  PROLOG ZAKRWAWIONA STAL        Śniady, potężnie umięśniony żołnierz w kolczudze i hełmie był pierwszym przeciwnikiem, który stanął na drodze Conana. Zaatakował Cymmerianina z niepohamowaną furią. Miecz przeciwnika był dużo dłuższy niż oręż barbarzyńcy, co zmusiło Conana do błyskawicznego skrócenia dystansu. Zwinny jak kot barbarzyńca uskoczył przed pierwszym cięciem, drugie przyjął na swój miecz i naparł na skrzyżowaną broń całą siłą swych potężnych mięśni. Przeciwnik, odepchnięty, stracił na moment równowagę i Conanowi udało się ciąć go w ramię, barwiąc krwią kolczugę żołnierza. Było to wszakże płytkie draśnięcie, bowiem przeciwnik nie stracił animuszu. Conan uderzył wściekle kilka razy, wciąż napotykając nieustępliwe ostrze. Walkę rozstrzygnął jeden z ciosów Conana wymierzony w głowę żołnierza. Miecz chybił wprawdzie celu, ale odciął przeciwnikowi ucho i zalał krwią jego szyję. Żołnierz zaklął szpetnie i zaatakował z jeszcze większą wściekłością. To go zgubiło. Dotąd uważny w obronie, teraz odsłonił się atakując. Taki błąd w walce z Conanem popełniało się tylko raz…  I OSTRZA CZERWONEGO BRACTWA        Z nadbrzeżnych wzgórz morza Vilayet rozciągał się wspaniały widok na białą wstęgę plaży, w którą raz po raz uderzały fale, i dalej na niezmierzony błękit morza aż po horyzont, gdzie w oddali widniała maleńka biała plamka żagla. Błękit morza zlewał się w jedno z błękitem nieba powyżej i tylko białe kłębki chmur pozwalały odróżnić jedną bezkresną przestrzeń od drugiej. Jednak ten widok przyćmiewała uroda posągowego ciała siedzącej na wydmie dziewczyny, która właśnie z westchnieniem obróciła się do towarzyszącego jej, zapatrzonego w błękitne morze mężczyzny.    — Conanie, dlaczego patrzysz gdzieś w dal? Spójrz na mnie, kochany.    Jej zgrabne ręce otoczyły szyję mężczyzny i pociągnęły go w dół, wyrywając z zamyślania.    — Chciałabym zostać tu z tobą na zawsze, moje oczy nigdy nie nasycą się tobą — szeptała mu do ucha, podczas gdy jej ręce oplatały i gładziły jego ciało.    Conan zanurzył twarz w jej pachnących włosach.    — Jesteś moim najwspanialszym kochankiem, moim władcą, moim kapitanem — mruczała zmysłowo, całując szyję Cymmerianina.    Conan uległ jej namiętności i jego ręce też zaczęły błądzić po ciele kobiety.    Ciała kochanków długo poruszały się w rytmie wyznaczonym przez uderzenia fal.    — Olivio, musimy wracać — powiedział wreszcie Conan, po chwili odpoczynku, gdy ich przyśpieszone oddechy uspokoiły się.    Barbarzyńca wstał szybko i zaczął opinać swoje potężne biodra pasem z miecza.    — Naprawdę musimy? — spytała kobieta, niechętnie zapinając jedwabną bluzkę. — Mam dosyć tych ordynarnych, brutalnych mężczyzn, ich drwin i plugawych szeptów. — Olivia schyliła się zawiązując rzemienie pozłacanych sandałków wokół kształtnych kostek. — Tak rzadko możemy być sami, bez ich natrętnych spojrzeń… — okryła swoje ramiona cienką chustą, aby ochronić je przed słońcem.    — Nie możesz winić tych biednych łajdaków, że kusi ich twoja uroda — zachichotał Conan, wyraźnie w dobrym nastroju i pieszczotliwie klepnął towarzyszkę w krągły pośladek. — Naprawdę musimy niedługo odbić od brzegu, a poza tym diabelnie chce mi się pić.    To rzekłszy Conan przymocował dwie stojące obok beczułki z wodą do potężnego drąga i lekko zarzucił to zaimprowizowane jarzmo na ramiona. Następnie ruszył dźwigając ciężar wody równy wadze dorosłego mężczyzny.    Słodka woda była głównym celem ich wyprawy na ląd. Barbarzyńca zaczekał, aż Olivia weźmie dwa dużo mniejsze bukłaki i podążył za nią ledwo widoczną ścieżką w dół, ku plaży. Szli wzdłuż strumyka, początkowo przez łąkę, a potem wśród przybrzeżnych skałek, aż do miejsca gdzie strumyk opadał niewielką kaskadą. Conan szedł w milczeniu, kontemplując ruchy kształtnych bioder Olivii. Zanim odeszli od strumyczka, Conan zatrzymał się na jednej ze skałek, stanowiącej doskonały punkt widokowy, i pokazał towarzyszce biały żagiel, który znacznie już przybliżył się do brzegu.    — Nie mów o tym chłopcom — mruknął cicho.    Dziewczyna przytaknęła ruchem głowy i obrzuciła barbarzyńcę lekko zdziwionym spojrzeniem.    Zeszli niżej. Tutaj w dole, ukryta od strony lądu, znajdowała się mała zatoczka, jej brzegi były obrośnięte krzakami i karłowatymi sosenkami, którym wystarczała do życia piaszczysta ziemia. Na plaży, częściowo wyciągnięta na brzeg, stała wielka, smukła łódź. W cieniu, rzuconym przez jej kadłub na rozgrzany piach, leżało około czterdziestu półnagich mężczyzn, odzianych częściowo w jakieś łachmany. Niektórzy z nich oczyszczali kadłub z wodorostów za pomocą kamieni i kawałków półokrągłych muszli. Wszyscy byli wyraźnie w złych humorach. Zebrani tutaj mężczyźni stanowili istną galerię osobowości. Była to gromada niespokojnych, opalonych na brąz kanalii. Ludzi, którzy potrafili zabić bez mrugnięcia okiem, wściekających się z byle powodu, wśród których dyscyplinę można było utrzymać tylko żelazną ręką. Niektórzy byli brodaci, większość wytatuowana i z kolczykami w uszach. Można tu było wypatrzeć przedstawicieli wszystkich ras i narodów, których łączyło tylko to, że byli wyjęci spod prawa. Niektórzy byli jednoocy lub okaleczeni w inny sposób, ale wszyscy uzbrojeni po zęby i poruszali się z kocią zręcznością. Tak wyglądali piraci morza Vilayet.    Przeklinali pod nosem brak łupów i piekące słońce. Zazdrościli Conanowi wycieczki na ląd, ciskali obelgi na obrośnięte dno łodzi, które kaleczyło ręce podczas oskrobywania. Wszystkie pomruki ucichły, gdy jeden z piratów dostrzegł zbliżających się Conana i Olivię.    — Uwaga, zadżumione szczury, idzie kapitan ze swoją nimfą. Do roboty!    Wokół kadłuba zaroiło się jak w rozgrzebanym mrowisku. Nawet ci, którzy wylegiwali się w cieniu, zaczęli udawać, że pracują przy czyszczeniu łodzi. Łódź była niewiele większa od zwykłej szalupy wiosłowej, jej stępka od dzioba do rufy mierzyła niecałe dwadzieścia kroków. Z wyjątkiem dębowej podstawy masztu, przy którym znajdowało się drzewce bomu z nawiniętym nań żaglem, całe prawie wnętrze łodzi zajmowały biegnące od burty do burty ławy wioślarzy. Tylko mała nadbudówka, umieszczona na rufie nieco przed kokpitem sternika, stanowiła niewielkie urozmaicenie.    — Wreszcie jest nasza woda! — zawołał brodaty mężczyzna, gdy Conan i Olivia zbliżyli się do szalupy. — I to przyniesiona przez piękną dziewczynę, co najmniej boginię, niech mnie posiekają! Kapitanie, czy mogę pójść zamiast ciebie na następną wyprawę po wodę, uniosę te dwie beczki z lekkością, a nie wypada, żeby kapitan tak się męczył — gadał dalej wśród lubieżnych chichotów załogi.    — Zamknij się, Punicos! — odezwał się ponury głos z drugiej strony kadłuba. — Idę o zakład, że taka wyprawa byłaby ostatnią w twoim życiu i byłoby z niej więcej krwi niż wody, jakem Ivanos.    Odpowiedzią na tę orację była następna salwa śmiechu załogi.    — Wystarczy, śmierdzące leniwe łajzy! — Conan cisnął swoje beczułki na piach i wziął skórzane bukłaki z rąk wściekłej Olivii. Podał je przez burtę jednemu z piratów, a potem podał też swoje beczułki.    — Jephat i Ogelus, włóżcie je do zęzy*, a reszta do roboty! — zagrzmiał. — Chcę żeby „Wiedźma” była gotowa do wyjścia w morze, zanim słońce stanie w zenicie.    — Czemu mamy szorować to stare pudło? — spytał szczerbaty pirat. — Nie ma kogo ścigać, a żarcie się kończy. Może pozwolić, by wiatry zaniosły nas z powrotem do Djafur?    Cymmerianin wynurzył się z kabiny i podszedł do zrzędzącego pirata. Na widok olbrzymiego barbarzyńcy, o głowę wyższego od najwyższych członków załogi, pirat natychmiast powrócił do szorowania burty.    — Ty, Diccolo, powinieneś dbać najbardziej, żeby kadłub był czysty! — warknął Conan. — Dzięki temu nie zedrzesz sobie skóry, gdy każę przeciągnąć cię pod kilem.    Nikt więcej nie podjął dyskusji. Piraci przepłukali gardła wodą z bukłaków i powrócili do roboty. Tym razem pod czujnym okiem kapitana wszyscy pracowali ciężko i w milczeniu, od czasu do czasu słychać było tylko krótkie rozkazy barbarzyńcy.    W tym czasie Olivia znalazła zacienione miejsce z dala od załogi. Rozczesała swoje długie włosy, a potem zaczęła przeglądać przeróżne części garderoby i drobiazgi zdobyte w czasie poprzednich wypraw.    Wreszcie nadszedł czas, aby zepchnąć łódź na wodę. Cała załoga, łącznie z kapitanem, z wysiłkiem zsunęła ją z plaży. Potem stary, pomarszczony pirat, były kapłan, Yorkin, z namaszczeniem dotknął „wszystkowidzących oczu” namalowanych po obu stronach dziobu statku, powyżej linii wodnej. I odmówił modlitwę. Sam kapitan wszedł do wody i uniósł starego kapłana, żeby umożliwić mu dokonanie obrzędu. Kiedy załadunek był skończony, Conan wysłał jednego z piratów na skały z boku zatoczki, aby spojrzał w morze. Pirat ten, Juwala, młody chłopak o skórze barwy mahoniu i rytualnych tatuażach na twarzy i piersiach, wrócił w największym pośpiechu, ledwo zdążył wystawić głowę i spojrzeć na otwarte morze.    Biegnąc krzyknął w stronę zebranych:    — Conanie, statek zbliża się do wybrzeża! To jest kupiec, koga! Z Hyrkanii! Okrążył południową rafę i teraz stoi pół mili od brzegu. Zdechł mu wiatr.    Słowa te wywołały entuzjazm piratów.    — Kupiec!! Na ząb Dagona, tłusty kupiec!    — Szykować jatagany, kordelasy i wiosła!    — No i… — zamruczał Diccolo — nasz kapitan zmusił nas do niewolniczej pracy, a my już powinniśmy ciąć morskie fale.    — Tak, rosryfać je ostrym kilem, uszyszniać kwią kupców! — ożywił się bezzębny kapłan i znów zaintonował jakieś modły.    — Tego właśnie nie chciałem — zgasił ich Conan. — Wy, stado zgłodniałych wilków, ruszylibyście od razu, płosząc zwierzynę, a ja wolałem poczekać, aż podejdzie dość blisko z wiatrem. Widziałem ten statek rano, ale nie mówiłem wam, bo trochę pracy dobrze by wam zrobiło.    Nie minął moment, jak „Wiedźma” z załogą kołysała się na wodzie, a jej czerwone oczy błyszczały złowieszczo, raz po raz wynurzając się nad fale. Conan chwycił Olivię i nie przestając wydawać komend, postawił obok siebie na dziobie. Pozostali piraci chwycili za olbrzymie wiosła i wsunęli je w otwory na burtach.    — Uwaga! — Conan zostawił Olivię na dziobie i podszedł do steru. — Wiosła gotowe?!    Na twierdzący pomruk piratów zeskoczył do kokpitu i chwycił rumpel. Poruszana silnymi ramionami wioślarzy „Wiedźma” wyruszyła na łowy.    — Olivio! — krzyknął Conan od steru — przynieś swój flet i zagraj nam! Ivanos! Weź kilku drabów i naszykujcie haki do abordażu.    — Tak jest, kapitanie — ponury porucznik przewidział ten rozkaz, haki były już naszykowane. „Wiedźma” szybko wychodziła z wąskiej laguny.    — Uwaga! Nie wiosłować za mocno, dopóki nie ominiemy tych mielizn! — krzyczał Conan, ale prawdę mówiąc, jego rozkazy nie były teraz potrzebne, piraci dobrze znali swoje rzemiosło. Plaża, piaszczyste łachy, drzewa, skały, to wszystko zostawało za nimi. Conan naparł całym ciężarem ciała na rumpel, gdy wymijali ostatnią rafę i teraz przed nimi było pełne morze.    — Wiosła naprzód! Ostro! Razem raz… dwa… raz… dwa…! „Wiedźma” nabierała prędkości. Za chwilę Conan nie musiał już nadawać tempa wioślarzom. Olivia wyniosła z kabiny swój srebrny flet, usiadła za nadbudówką i wydobyła z niego rytmiczną melodię. Od kilku wypraw zagrzewała ich w ten sposób do pościgu i walki, i wszyscy piraci twierdzili, że Olivia robi to lepiej niż stary kapłan, Yorkin, na swej kościane piszczałce.    Niebawem ich oczom ukazał się obiekt wzbudzający w tej chwili więcej pożądania niż siedząca na pokładzie Olivia — wielki statek handlowy. „Kupiec” miał purpurowy kadłub, lekko pozłacany na dziobie i rufie. Kołysał się leniwie na falach, zwrócony dziobem w ich kierunku, a na masztach zwisały mu bezsilnie czworokątne żagle. Wiatr wciąż ledwie dmuchał.    — Ahoy, spójrzcie na jego obwisłe szmaty, psy! — zaryczał Conan. — Jeśli bezruch potrwa dłużej, nic go nie uratuje.    Gdy przypatrywali się statkowi, dostrzegli, że kąt, pod jakim go oglądają, zmienia się, widocznie zostali zauważeni i statek powoli zmieniał kurs. Jego załoga nie miała zapewne wątpliwości, kto się do niej zbliża. Dzikie, nie zasiedlone wybrzeża Vilayet, pełne zatoczek, wysepek i cieśnin, były wspaniałym terenem łowieckim. Polowali tu piraci i polowano na piratów, ale tym razem przeciwnikiem nie był potężnie uzbrojony okręt wojenny, lecz bezbronny statek handlowy.    Mieli przy tym dużo szczęścia, gdyż „kupiec” popełnił błąd podpływając tak blisko z wiatrem. Wielki statek nie mógł uciekać w stronę brzegu, bo groziło to wejściem na skały. Mógł tylko czekać na wiatr, który pozwoliłby mu umknąć na otwarte morze. Piracka łódź, poruszana siłą mięśni, mogła dopaść go bez kłopotu. Piraci zachęcani nie kończącą się melodią Olivii wiosłowali co sił. Przypominali stado wilków, goniące zmęczonego ucieczką jelenia.    Wtem nagły podmuch wiatru wydął żagle hyrkańskiej kogi i wypchnął ją nieco w kierunku pełnego morza. Nie było to pomyślne wydarzenie dla ścigających, nie mogli wytrzymać w nieskończoność morderczego tempa wiosłowania. Pod adresem wiatru posypały się niewybredne przekleństwa, Ivanos pogroził pięścią błękitnemu niebu. Stary Yorkin ruszył między rzędami wioślarzy, polewając morską wodą ich rozgrzane napięte grzbiety. Bardziej zmęczonych piratów poił wodą ze skórzanego bukłaka.    — Musimy zwolnić! Olivio, wolniejsze tempo, bo jak dopadniemy kupca, nie będą mieli siły unieść broni! — Conan sterował, patrząc niechętnie na oddalającą się kogę. Postawienie żagla w tej chwili dałoby odwrotny skutek, gdyż oderwałoby od pracy prawie połowę wioślarzy. Cymmerianin wiedział już, że jeśli ten podmuch się utrzyma, nie dopadną ofiary. Conan zastanowił się, co zrobi jego załoga, jeśli ich łup oddali się na silnym wietrze. Groziło to buntem, do którego zawczasu należało się przygotować. Ale na razie piraci zwietrzyli świeżą krew i pracowali z nadludzką siłą. Ołivia poddała się nastrojowi. Po prostu nie mogła grać wolniej, a wręcz przeciwnie, melodia jej fletu przyśpieszała, wzmacniając szaleńczą furię młócących wodę wioseł. Teraz nic nie mogło ich powstrzymać i koga zaczęła być coraz bliżej. Kilkadziesiąt schrypniętych gardzieli zaryczało pieśń triumfu, w którą włączył się także Conan:                             Wiosła naprzód, wściekłe psy!                         Wiosłuj, choć ci pęka grzbiet!                         Wiosłuj, choć już tracisz dech!                         Wiosło pęknie albo ty!                             Wiosłuj, aż ci pęknie skóra!                         I płatami zejdzie z ciała!                         Wiosłuj, póki żebra całe!                         W nadziei na wory ze skarbami!        Ponura szanta miała jeszcze więcej zwrotek, ale Conan przestał śpiewać, gdy powietrze przeszył donośny gwizd i rozległ się plusk wpadającego w wodę głazu. Z wysokiego pokładu statku handlowego zaczęły strzelać katapulty. Następny głaz uderzył tuż przed dziób pirackiej szalupy, zalewając przedni pokład gejzerami wody.    Piraci zdawali się tego nie zauważać, nad falami wciąż rozbrzmiewała ich ponura pieśń:                             Wiosłuj przez opary śmierci!                         Tam gdzie gniją bracia twoi!                         Tam gdzie smażą się i wędzą!                         W piekle, gdzie i nas teraz pędzą!        Następny pocisk trafił w cel. Olbrzymi kamień uderzył w burtę blisko rufy, łamiąc jedną z ław wioślarzy. To był cud, że żaden z ciasno stłoczonych tu piratów nie został zabity, tylko Atrox, młody pirat z Koth, zaklął ordynarnie, chwytając się za ramię skaleczone odłamkiem strzaskanego wiosła. Conan wydał kilka krótkich, donośnych rozkazów, które uspokoiły zamieszanie. Szalupa błyskawicznie wznowiła pościg, sunąc starym kursem. Ostrzał spowodował, że „Wiedźma” jeszcze zwiększyła szybkość. W tym szaleństwie był jednak rozsądek, piraci wiedzieli, że jeśli zbliżą się dostatecznie blisko ofiary, to katapulty będą bezużyteczne.    Yorkin, jedyny oprócz Conana i Olivii członek załogi, który nie pracował przy wiosłach, wciągnął na maszt flagę Czerwonego Bractwa. W górze załopotała biała czaszka z dwoma czerwonymi szablami skrzyżowanymi na czarnym tle.    Piraci wciąż wiosłowali ignorując pociski, chociaż niektóre z nich trafiały w cel. Jeden zabił pirata z Korynthu trafiając go w pierś, a inny zmiażdżył czaszkę Zagharowi, Shemicie. Żaden jednak nie uszkodził dna ani burty pod linią wody. 


Strona 1 / 241 , 2, 3, 4, 5 ... 24